Udałam się do działu z warzywami kupić marchewki. Został tylko jeden worek. Gdy brałam je do rąk w tej samej chwili wziął je jakiś zakapturzony chłopak, który miał okulary przeciwsłoneczne
-Oddaj mi te marchewki!- warknęłam
- Ja je wziąłem pierwszy!
-Dziewczynom się ustępuje!- zaczynałam się powoli wkurzać
- Upssss! Masz pecha! - powiedział złośliwie
- Zachwilę ty będziesz miał pecha jak ci przywalę w jaja!- syknęłam
-Uuuuuuu!!! Ostra laska lubię takie-Powiedział
-Dobra oddaj mi te marchewki i spieprzaj stąd !- powiedziałam gniewnie
- Dobra zacznijmy znajomość od nowa- powiedział i się wyszczerzył. To było dziwne bo tu kłótnia a tak nagle ten "zacznijmy znajomość od nowa''... Okey...
-Jak mi oddasz marchewki - powiedziałam podejrzliwie
-Przeżyje- westchnął
- [T.I] miło mi- uśmiechnęłam się i podałam mu rękę
-Louis - też się uśmiechnął i uścisnął moją rękę
-Może pójdziesz ze mną do Starbucks na kawkę? - zapytał i śmiesznie poruszał brwiami
-Jak zrobię zakupy- powiedziłam
-Ok to idę z tobą
Kupiłam dużo rzeczy a zwłaszcza słodyczy.Następnie zaniosłam je do domu.
W końcu poszliśmy do Starbucks'a na kawę.
- Jaką chcesz kawę- Lou
- A niech będzie latte
-To ja też ;)
-Lubisz One Direction? - spytał
- A ty? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-No powiedzmy
-Boy Directioner?
-Nie
-Kogo najbardziej lubisz?-spytał
-A co???- Spytałam
- A jestem ciekawy
- No dobra jeżeli chcesz wiedzieć to Louisa
-Dlaczego?
-Bo lubi marchewki tak jak ja :)
Przyglądał mi się potem się uśmiechnął.
-Co się tak patrzysz?- spytałam
-Nie ważne, to może idziemy na spacer ?
-Jasne - powiedziałam i uśmiechnęłam się promiennie
-Pokaże ci takie jedno miejsce...- powiedział tajemniczo
- No dobra, ale uważaj bo mam gaz pieprzowy
- Ok
Szliśmy przez park rozmawiając i żartując w większości to on żartował a ja się śmiałam jak opętana.
Po jakimś czasie zobaczyłam że poszliśmy na polanę. Było tam pięknie i nikogo nie było.Mam nadzieje że nie trafię na mysz... One są straszne. Usiedliśmy na trawie (która była wysoka i nie było nas widać)
-[T.I] muszę coś ci powiedzieć- Powiedział Lou patrząc mi w oczy
- Spoko wal z mostu :)
Zdjął kaptur i okulary i wtedy mnie zatkało. To był Louis Tomlinson. O BOŻE!!!!!
- Dlaczego mi tego nie powiedziałeś, nie okrzyczała by cię w sklepie ale marchewek i tak ci nie oddam- powiedziałam wciąż w szoku
- Wiesz jest ryzyko że ktoś zacząłby się drzeć i wtedy by mnie osaczyły fanki i byłby mały problem bez ochroniarza- powiedział skubiąc trawę.
Nagle coś szarego zaszeleściło w trawie. Przyjrzałam się bliżej to była mysz.
- Aaaaaaaa!!!! MYSZ!!- Wskoczyłam Louis'owi na ramiona i pokazałam palcem na małego diabła.
Lou machnął nogą i diabeł poleciał gdzieś w trawę. Ufffff... pomyślałam.
Chciałam zejść ale on mnie trzymał.
- No dobra co chcesz żebyś mnie puścił- powiedziałam ciekawa co on wymyśli
-To- powiedział a następnie przybliżył się i pocałował mnie w usta. Odwzajemniłam to.
-[T.I] chciałbym ci coś powiedzieć po raz drugi- powiedział i puścił mi oczko
- No okey :)
- Wiem że może jest to głupie ale zakochałem się w tobie wiem że zaledwie znamy się 3 godziny i początek naszej znajomości nie należał do najmilszych ale czy chcesz zostać moją dziewczyną ? - spytał z nadzieją w głosie
- Tak Lou - powiedziałam i złączyłam nasze usta w pocałunku. Pasowały do siebie jak puzzle. I tak zaczęła się moja nowa przygoda.
__________________________________________________________________________________
No i jak? :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz